Sojusz Lewicy Demokratycznej

Blogosfera

Tadeusz Iwiński: Wyborcza superniedziela – nie tylko we Francji, Grecji i Serbii.

Data dodania: 2012-05-07 10:55

 

Zbieg okoliczności sprawił, że dochodzi do kumulacji kampanii wyborczych w kilku państwach naszego kontynentu, a rezultat głosowań będzie miał szersze znaczenie, nie tylko dla układu sił w tych krajach. Bez wątpienia najistotniejszy okaże się wynik drugiej tury wyborów prezydenckich we Francji. Zwycięstwo socjalisty François Hollande’a miałoby duży wpływ na pozycję lewicy w całej Europie, na przyszłość unijnego paktu fiskalnego, a nawet na sposób przezwyciężania globalnego kryzysu gospodarczego. 
 
Z kolei wybory parlamentarne w 11-milionowej dramatycznie zadłużonej Grecji, ogarniętej ogromnymi protestami społecznymi przeciwko polityce niezwykłego zaciskania pasa i wszechstronnych oszczędności, znacząco wpłyną na przyszłość całej strefy euro. Uważane są też za bodaj najważniejsze od kilku dekad (od obalenia dyktatury „czarnych pułkowników”), gdyż ogromnie zwiększyły się wpływy zarówno ugrupowań skrajnej prawicy jak i lewicy. Nie wiadomo, czy koalicja tradycyjnie najsilniejszych formacji – konserwatywnej Nowej Demokracji i socjalistycznego PASOK-u – zdoła się utrzymać u władzy oraz kontynuować kurs współpracy z Brukselą. 
 
Niemal zupełnie zapomina się o wyborach w Armenii – istotnych dla relacji z Azerbejdżanem i Turcją oraz dla całego regionu południowego Kaukazu, będącego niezmiennie „beczką prochu”. Jeśli chodzi o 8-milionową Serbię, w której właśnie przebywa prof. Iwiński, to potrójne wybory (prezydenckie, parlamentarne i lokalne) zadecydują o przyszłości największego z siedmiu państw powstałych na gruzach byłej federacyjnej Jugosławii. Chodzi też o perspektywę przystąpienia Serbii do Unii Europejskiej i nadal nie w pełni rozwiązany problem Kosowa, w warunkach wciąż żywych tendencji nacjonalistycznych. Serbia to kraj niezwykle rozpolitykowany, a zarazem w pełnym kryzysie ekonomicznym (aż 24% bezrobocie), który ma poczucie bycia głównym przegranym procesu rozpadu byłej Jugosławii. Ostatecznie w wyborach prezydenckich weźmie udział aż 12 kandydatów (w tym żona oskarżonego przed Trybunałem w Hadze lidera nacjonalistów Seszejla), zaś w wyborach parlamentarnych – aż 18 list, obejmujących minimum 7 bloków koalicyjnych, reprezentujących 41 partii politycznych (sic!). Na to wszystko nakładają się podziały etniczne – ze sporymi mniejszościami narodowymi: węgierską, albańską, romską i bośniacką. Bez wątpienia do wyłonienia głowy państwa potrzebna będzie jeszcze jedna tura (20 maja), w której zapewne zmierzą się dotychczasowy, proeuropejski prezydent Boris Tadić i lider nacjonalistycznej Partii Postępowej Tomislav Nikolic. 
 
Na tym tle kompletnie – a nie słusznie – uchodzą uwadze wybory w jednym z szesnastu landów Niemiec, 3-milionowym Szlezwiku – Holsztynie. Jeśli bowiem liberalna Partia Wolnych Demokratów (FDP) ponownie (jak stało się to niedawno w Berlinie i Kraju Saary) nie przekroczy progu 5%, a dodatkowo ta sytuacja powtórzy się 13 maja br. w największym z niemieckich landów, 18-milionowej Nadrenii – Północnej Westfalii, kanclerz Angela Merkel i jej koalicyjna partia CDU/CSU mogą nie mieć innego wyboru niż zorganizować przyspieszone wybory do Bundestagu jeszcze w tym roku. 
 
Z tych wszystkich względów z niezwykłą uwagą należy oczekiwać na wieści nie tylko z Paryża, Aten i Belgradu, lecz także z Erywania i Kolonii.

Zobacz profil polityka: Tadeusz Iwiński

Komentarze