Sojusz Lewicy Demokratycznej

Blogosfera

Tomasz Kalita: Po wyborach we Francji

Data dodania: 2012-05-08 15:50

 

Zaczęło się od wyborów w Danii, 15 września 2011. Później (w grudniu) wybrali Chorwaci. W marcu tego roku spektakularne zwycięstwo w wyścigu do fotelu premiera Słowacji odniósł Robert Fico na Słowacji. Chwilę potem władzę w pogrążonej w kryzysie gospodarczym Rumunii powierzono socjaldemokratom, a na czele rządu stanął zaledwie 39 letni Victor Ponta. Teraz na wiadomość, że po 17 latach rządów prawicy w Pałacu Elizejskim władzę we Francji przejął socjalista Francois Hollande – czekała już z zapartym tchem cała Europa. Czy ta seria wystarczy, by postawić tezę, iż w Europie dochodzi do zmiany politycznej ponieważ do rządów wracają socjaliści i socjaldemokraci?
 
 
Ostatni raz Europa postawiła na socjaldemokratów w latach dziewięćdziesiątych, kiedy największymi politycznymi graczami byli Tony Blair i Gerhard Schröder, a dyskusje intelektualne w środowiskach lewicy ogniskowały się wokół koncepcji tzw. Trzeciej drogi. Później nastąpił zdecydowany zwrot w kierunku prawicy konserwatywnej. Partie prawicowe wkupiły się w łaski europejskich wyborców wpisując na sztandary wiele lewicowych postulatów społecznych. Prawica demonstrowała siłę podczas zjazdów Europejskiej Partii Ludowej. Jeden z nich odbył się w Polsce w 2009 roku, tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. EPP potrafiła się promować: na jej zlotach pojawiała się cała śmietanka europejskiej prawicy. W świetle fleszy dłonie ściskali sobie prawicowy szef Komisji Europejskiej, wywodzący się z prawicy przewodniczący Parlamentu Europejskiego oraz konserwatywni szefowie rządów, w tym dwóch gigantów: Francji i Niemiec. Prymat tego duetu w Unii Europejskiej przybrał z resztą takie rozmiary, że nawet - by podkreślić, iż decyzje podejmują oni niemal jak jedno ciało - nazwano ich Merkozy (od nazwiska niemieckiej Kanclerz Angeli Merkel i francuskiego prezydenta Nicolasa Sarkozyego). Ale wszystko wskazuje na to, że era prawicy w Europie właśnie się kończy. Teraz, w szczególności po wyborach prezydenckich we Francji, szczyty Unii Europejskiej przestaną być cyklicznymi pokazami siły prawicy. Oczy socjalistów będą odtąd zwrócone właśnie na Francois Hollanda, który staje się liderem i najważniejszym politycznym graczem lewicy w Europie.  
Czy zmiana politycznego układu sił w Europie to tylko potknięcie prawicy czy to lewica wreszcie podnosi się z kolan? Patrząc z polskiej perspektywy wydaje się przecież, że konserwatyści zabarykadowali się na dobre. To jednak tylko złudzenie. Dominacja prawicy w Polsce trwa od 2005 roku. Francuzi potrzebowali aż siedemnastu prawicowych lat, by ponownie zaufać lewicy. Oni, podobnie jak Duńczycy, Chorwaci czy Słowacy uznali, że antidotum na kryzys gospodarczy są właśnie  socjaldemokraci. A uznali tak, ponieważ źródłem kryzysu gospodarczego była doktryna neoliberalizmu gospodarczego, którą prawicowe rządy konsekwentnie wcielały w życie przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Dziś, kiedy kryzys dał się we znaki nie tylko całej Europie, ale całemu światu, nikt już nie kwestionuje  socjaldemokratycznej idei interwencji państwa w gospodarkę. Sama lewica również wyciągnęła wnioski z kryzysu: odeszła od idei Trzeciej drogi, by powrócić do swoich tradycyjnych postulatów jak  sprawiedliwa progresja podatkowa oraz opodatkowanie instytucji i transakcji finansowych.
W tej sytuacji można pokusić się o tezę, że ostatnie wybory Europejczyków to początek nowej, lewicowej ery. Początek końca neoliberalnego kapitalizmu, w którym żyjemy. Ta zmiana dzieje się na naszych oczach i to nie tylko w polityce ale – przede wszystkim – w sferze idei. Prawicowi komentatorzy wróżą Hollandowi spektakularną porażkę, ale ich przepowiednie wynikają, rzecz jasna, z pobudek politycznych. A prawda jest taka, że jeśli nowy francuski prezydent będzie konsekwentny w realizacji swoich wyborczych obietnic, to Francja stanie się okrętem flagowym lewicy w Europie. Inwestycje publiczne zamiast cięć budżetowych, progresywne podatki zamiast niższych stawek dla najbogatszych, a przede wszystkim obciążenie kosztami wychodzenia z kryzysu instytucji bankowych i finansowych – to wszystko musi spowodować i spowoduje, że i reszta Europy,  wcześniej czy później,  zechce skręcić w lewo.
 
Najważniejszemu dziś, w dobie kryzysu gospodarczego pytaniu: czy Europa znów postawi na lewicę, poświęcone będą kolejne Progressive Papers Centrum im. Ignaego Daszyńskiego.

Komentarze